Warunki naprawdę kozackie jak na połowę grudnia. Sucho, przyczepnie, flow jest. Momentami jak wczesna wiosna albo późna jesień, a nie środek zimy. Temperatura bardzo przyjazna do jazdy – widziałem nawet ludzi w krótkim rękawku.
Dla mnie góry to wolność.
Kiedy coś siedzi w głowie, kiedy czegoś nie potrafię zrozumieć albo ogarnąć na siłę, po prostu zostawiam temat. Wsiadam na rower, jadę w las i zostaję sam ze sobą. Z myślami. Z ruchem.
Enduro robi swoje – endorfiny, las, rytm jazdy. I bardzo często właśnie wtedy przychodzą odpowiedzi. Na pytania, które wcześniej krążyły gdzieś z tyłu głowy.
To jest moja droga.
Jak w „Alchemiku” – podążanie za własną legendą.
Moja legenda to Beskid Biker.
To jest mój kręgosłup. Oparcie.
Wokół tego wszystko się trzyma i z tego wychodzą wszystkie inne rzeczy, nad którymi teraz pracuję.
Jeżdżę, bo to daje mi spokój.
Nagrywam, bo to jest prawdziwe.
I tu się widzimy – na szlaku.
Beskid Biker.